CFCFan

baton rowerowy bikestats.pl

ULTRAMARATHONS

PIĘKNY WSCHÓD 2016

MARATON PODRÓŻNIKA 2016

VII ŚLĄSKI MARATON ROWEROWY 2016

ONE-DAY TRIPS

Tour de Czechoslovakia

Kubalonka + Salmopol

Tour de Calisia

Czeskie Alpy

BALKANS

TOUR DE BELGRAD

LA VUELTA ROMANIA

MACEDONIA AND KOSOVO

CROATIA AND BOSNIA

ALBANIA AND MONTENEGRO

PORTUGAL & SPAIN

TRIP TO COIMBRA

FATIMA

TRIP TO LISBOA

ANDALUZIA AND ALGARVE

NORTH OF PORTUGAL


ZNAJOMI

wszyscy znajomi(18)

Rundka po zajęciach

Poniedziałek, 7 marca 2016
Km: 89.86 Czas: 03:32 km/h: 25.43
Pr. maks.: 46.10 Temperatura: 5.0°C
Podjazdy: m Sprzęt: Accent Aktywność: Jazda na rowerze


Pomimo nie korzystnej pogody do południa udało się zrobić małą rundkę. Do 12:00 lekko kropiło w Gliwicach, na szczęście potem przestało, drogi przeschły i można było ruszać. Celem wyjazdu był Wodzisław Śląski, gdzie o 18:00 miałem się spotkać z kumplem. Z Gliwic ruszam o 16:00. Po przejechaniu miasta odbijam w prawo na Rudy. Jedzie się dobrze, pochmurno, lekki wiatr z południa, drogi tylko miejscami są mokre. Po dotarciu do Rud, kieruję się na Rybnik. Potem nowym skrótem, który niedawno pokazał mi gustav, dojeżdżam do Radlina. O 18:02 jestem na miejscu w Wodzisławiu. Po ponad godzinnej pogawędce, udaję się w drogę powrotną. Tym razem jadę cały czas DW78. W Gliwicach jestem o 20.50, co pozwala mi jeszcze odwiedzić Lidla. Robię małe zakupy i jadę do akademika.

Na studia

Niedziela, 6 marca 2016
Km: 51.34 Czas: 01:59 km/h: 25.89
Pr. maks.: 53.60 Temperatura: 5.0°C
Podjazdy: m Sprzęt: Accent Aktywność: Jazda na rowerze


Po dłuższej sobotniej wycieczce wraz z gustav'em, trzeba było rozruszać kości. Dlatego zdecydowałem się pojechać do Gliwic na rowerze. Pogoda elegancko, prawie bez wietrznie, temperatura w okolicach 6-4 stopni. 

Kilka fotek na A4


Miedzynarodowo

Sobota, 5 marca 2016
Km: 232.20 Czas: 08:54 km/h: 26.09
Pr. maks.: 65.60 Temperatura: 4.0°C
Podjazdy: m Sprzęt: The Special One Aktywność: Jazda na rowerze


Czas na kolejny wpis. Dostępna jest już relacja gustav'a. On miał filmik, u mnie natomiast będzie więcej fotek :) 

http://gustav.bikestats.pl/1433421,PL-CZ-SK-PL-sko...

W tym roku pogoda dopisuje. W związku z czym trzeba to wykorzystać. Spowodowało, iż już po raz trzeci w tym roku wybrałem się z gustav'em na troszkę dłuższą przejażdżkę. A wszystko zaczęło się od SMSa :)

W piątek wieczorem wróciłem z GL do domu. Plan na weekend bym bardziej piłkarski niż rowerowy. W sobotę miałem iść zagrać mecz  z kumplami. Jednakże, podczas oglądania TV ok. 20.00 dostałem SMSa z bardzo ciekawą propozycją. Długo nie musiałem się zastanawiać :) Szybka odpowiedź i potwierdzenie że zbiórka o 7.45 w Gorzycach. Stosunkowo późno, ale miał to być spokojny, rekreacyjny wyjazd. Idę spać ok.23.00.

Pobudka o 6.00. Na śniadanie miska makaronu. Pakowanie plecaka i można ruszać w trasę. Dziś, z powodu zapowiadanej fajnej pogody oraz suchych asfaltów, postanowiłem odbyć pierwszy wyjazd na nowym rowerze - Orbea. 


Jak zwykle potrzebowałem więcej czasu niż planowałem aby wyruszyć z domu. Dlatego piszę do gustav'a aby czekał pod Biedronką w Gorzycach a nie na skrzyżowaniu. Przy okazji miał mi kupić wafle ryżowe.  Pod owym marketem melduję się o 8.10. Gustav akurat pakuje zapasy do torby.



Biorę swoje wafle, kiedy to zaczyna oglądać i testować mój rower.

Po krótkich oględzinach i stwierdzeniu, iż rower nadaje się do jazdy, ruszamy w trasę. Kierujemy się na Chałupki, gdzie odbijamy w kierunku Republiki Czeskiej. Jedziemy pierwszy raz jedna z dróg, mając nadzieję iż zaprowadzi nas do Ostrawy. W tym czasie gustav wylicza defekty mojego roweru, z powodu których nie mogę być zaliczany do grupy PRO. Są to między innymi: dwukolorowa owijka, dwa różne kolory naklejek na kołach, licznik z kablem itp. Na szczęście udaje się nam trafić do Ostrawy. Kierujemy się na centrum. Tam krótka pauza i kilka fotek.

 Z Ostrawy kierujemy się na Frydek-Mistek. Byliśmy bliscy wjechania na drogę szybkiego ruchu (bądź nawet autostradę), lecz zrezygnowaliśmy z powodu zbyt dużego ruchu i wynikającego z tego niebezpieczeństwa. W Frydku sytuacja z autostradą się powtarza. Dodatkowo mamy super widoki na góry, widać między innymi bardzo fany szczyt, na który można wjechać na szosie - Lysa Hora.

Od tego miejsca zaczął towarzyszyć nam dość nie korzystny wiatr. Spowodowało to spadek średniej. Jednakże, plony naszego wysiłku mogliśmy zbierać w drodze powrotnej na Wiślance.
Lecimy na Triniec. Na jednym z małych podjazdów coś strzela w rowerze gustav'a. Okazuję się, iż to szprycha w przednim kole.

Szybkie centrowanie koła, lecimy do centrum w poszukiwaniu serwisu. Po zapytaniu wśród tubylców, otrzymujemy na jedyny otwarty w  sobotę sklep w okolicy. Jedziemy tam. Pod drzwiami meldujemy się o 11.57. A sklep jest czynny do 12.00. Szybki zapach szprychy i nypla za 9 koron. Teraz czas na naprawę. Stajemy za sklepem, ab ochronić się przed wiatrem. Co do wymiany szprychy, to cały filmik instruktażowy jak to robić można znaleźć na vlogu u gustav'a.

Jeszcze przed 13.00 ruszamy dalej. Po krótkiej naradzie, ustalamy że jedziemy na Jablonków, Słowację i przez Zwardoń wracany do Polski. Po dojeździe do Jablonkowa, robimy szybkie zakupy w Penny Market. Kupuję 3 kołaczyki, 1,25l Coca-Coli i batona. Gustav również uzupełnia prowiant, możemy ruszać na podbój kolejnego kraju. Najpierw pokonujemy dłuższy podjazd, a potem czeka nas super zjazd aż do granicy. Już na Słowacji przejeżdżamy obok wieży Eiffel'a. Następnie mamy okazję podziwiać piękne wiadukty, które znajdują się przed miastem Cadca i są częścią Słowackiej autostrady D-3.

Odbijamy w lewo na Skalite. Pokonujemy łagodny, ale długi podjazd aż pod samą granicę. Jedynie jego końcówka, ostatnie 400m, to trochę bardziej ostra ścianka. Tak znowu jesteśmy w Polsce. Pomimo zakazu, ruszamy drogą S69. Jedzie się elegancko, super asfalt, lekko z górki. Niestety, ta przyjemność trwa tylko 2km. Odbijamy w lewo na Laliki. Potem serpentynami z brukiem wjeżdżamy pod Ochodzitą. Towarzyszą nam przepiękne widoki. Pogoda jest naprawdę piękna.

Teraz czeka nas długi zjazd aż do Istebnej. Jego fragmenty również na filmiku gustav'a. Ostatni podjazd na dziś to Kubalonka. Asfalty, ku mojemu zaskoczeniu nawet tu są suche. Bardzo szybko i sprawie zaliczamy i tą hopkę. Na szczycie spotykamy gościa, którego gustav widział w Rybniku. Robimy foto i lecimy na skoki do Wisły.

Pokonujemy kolejny zjazd na rondzie skręcamy w prawo na Wisłę-Malinkę. Po kilku km natrafiamy duży korek oraz tłumy kibiców, które opuszczają skocznię. Niestety, dziś skoki wygrał WIATR :( Łamiąc kilka zakazów, pod prąd, jedziemy rowerami pod skocznię. Trochę nam to zajmuje. Pod samą skocznia robimy krótki postój. Kilka fotek, video i jedziemy z  powrotem.

Po pokonaniu centrum, szybki postój w Biedronce. Kupuję 1l Tymbarku i 2 batony. Przy okazji, specjalnie dla gustav'a, podjeżdża dostawa towaru. Ruszmy w kierunku Żor. Wiatr wieje w plecy. Średnia ok.40km/h. Co kilka km robimy zmiany. Za niespełna 1h jesteśmy w Pawłowicach. Tam się zegnamy i każdy z nas jedzie w swoją stronę. Ja lecę przez Pawłowice, Jastrzębie Zdrój do Godowa. W domu jestem coś ok.20.30. 

Wyjazd bardzo udany. Pogoda naprawdę dopisała. Widoki super. Nic tylko czekać na kolejny taki wyjazd ;) 

W poszukiwaniu białego puchu

Sobota, 27 lutego 2016
Km: 267.00 Czas: 10:43 km/h: 24.91
Pr. maks.: 68.40 Temperatura: 2.0°C
Podjazdy: m Sprzęt: Accent Aktywność: Jazda na rowerze


Kolejna tegoroczna jazda z gustav'em. Jego relacja dostępna tutaj:

http://gustav.bikestats.pl/1431366,Ekspansja-Czech...

Na pomysł dotyczący tego wyjazdu wpadłem w czwartek. Szybkie info do gustaw'a. Powiedział że w piątek da mi dokładnie znać czy da radę jechać. W piątek po południu wchodzę na fb a tam wiadomość do Sebastiana. Jak się można było tego spodziewać odpowiedź była pozytywna. Szybko dopracowaliśmy szczegóły trasy oraz ustalili miejsce spotkania. Ok. 23:00 idę spać. Wstaję o 5:30. Nie jest to zbyt łatwe, z powodu opuszczenia swojej strefy komfortu, jaką bez wątpienia można nazwać łóżko. Na śniadanie jem talerz makaronu. Szybkie pakowanie, przygotowanie roweru i o 6.45 ruszam w trasę. Na miejscu zbiórki jestem o 7.10.

 
Na gustav'a czekam jakieś 2 min. Kilka fotek i ruszamy w trasę. Najpierw trzeba zrobić zapasy na Czechy w związku z czym robimy pauzę w Biedronce w Gorzycach. 

Kupuję paczkę wafli ryżowych oraz 2 pączki, które zjadam na miejscu. Wsiadamy na rumaki i przez Rudyszwałd wjeżdżamy do Czech. Kolejna pauza ma miejsce przy czołgu.

Pogoda jest fajna, choć mogło by być trochę cieplej. Robimy zdjęcia, kiedy to zauważam sopla na lince hamulcowej od gustav'a.

Okazało się, iż w jego torbie pod siodłowej doszło do wycieku koksów, co w połączeniu z niską temperaturą spowodowało powstanie sopla. Na szczęście wszelaka elektronika ocalała. Szybkie suszenie torby i jazda w dalszą drogę. 

Jedziemy w kierunku Opawy. Drogi bardzo fajne, jedzie się rewelacyjnie. Za Opawą na 73 km robimy krótki postój na uzupełnienie płynów oraz na coś do jedzenia. Z powodu niskiej temperatury postanowiłem trzymać moje bidony w plecaku, co okazało się dobrym rozwiązaniem, gdyż picie nie było lodowate.  

Kierujemy się na Bruntal. Po drodze nareszcie natrafiamy na śnieg. 


Po drodze towarzyszą nam bardzo fajne widoki oraz zaliczamy pierwsze skromne serpentyny. 


Dworzec PKP Bruntal

Po przejechaniu miasta jedzmy w kierunku miejscowości Andelska Hora. Są to okolice szczytu Pradziad. Jednak w związku z panującą aurą postanowiliśmy nie atakować owej góry. Było by tam zapewne solidnie poniżej zera oraz dużo więcej śniegu, niż w okolicach przez które jechaliśmy. Pozostało mam podziwianie pięknych widoków.

Po pokonaniu podjazdu i bardzo fajnego zjazdu jesteśmy w miejscowości Vrbno pod Pradedem. Postanawiamy zrobić zakupy w sklepie. Wybór padł na Penny Market. Za 4 batony, 1l Coca-Coli, 2 kołaczyki, Ice Tea płacę równo 100 CZK. Chwila debaty nad niektórymi, naprawdę bardzo śmiesznymi czeskimi słówkami i ruszamy w dalszą drogę. 

Dziecko ze smoczkiem

Następnie pokonujemy kolejny podjazd. Asfalt cały czas jest suchy pomimo znacznej ilości śniegu w okolicy.
 
Na mecie podjazdu spotykamy kolarza, który podjeżdżał z drugiej strony.


A tu krótkie nawiązanie do tego, co pisał gustav o przystankach w Czechach.

Teraz czeka nas elegancki zjazd aż do samej granicy. Szeroka droga, 12%, jedynie co to asfalt mógłby być minimalnie lepszy. Po pokonaniu granicy lądujemy w Głuchołazach. Teraz kierujemy się na Prudnik. Przed wjazdem do miasta robimy krótki postój.

Buszujący w krzakach.

W Prudniku chwilkę błądzimy w celu poszukiwań lokalu, w którym moglibyśmy zjeść coś ciepłego. Niestety, widza miejscowych na temat tego typu lokali praktycznie nie istnieje. W końcu decydujemy się jechać do Kauflandu. Po drodze zauważam jednak restaurację do której warto wpaść. Wysyłam gustav'a na zwiad. Jego zadaniem jest wywalczenie zgody na wprowadzenie rowerów do środka, aby też mogły się ogrzać. Na jego szczęście, nie rezygnuje z zarobku i pozwala wprowadzić rumaki do środka. Zamawiamy po kotlecie z ziemniakami i surówką. Ja dodatkowo biorę zupę kalafiorową na rozgrzanie. Koszt zestawu zupa+II danie to 17zł.
 
Rozgrzewające się maszyny.

Po spożyciu posiłku ruszamy w stronę Kędzierzyna Koźle. Z racji niekorzystnego kierunku wiatru jedziemy po zimnach. Droga mija sprawnie i szybko. Ok. 17.30 jesteśmy w Kędzierzynie. Wtedy też gustav rozpoczyna test swojej nowej lampki. Z Kędzierzyna jedziemy na Kuźnię Raciborską. Tam też robimy ostatnie zakupy w sklepie. Kupuję 0,5l coli oraz 1l tymbarku. Następnie lecimy na Rudy. Podczas przejazdu przez mroczne lasy gustav opowiada o grach ze Slenderman'em. Z Rud kierujemy się na Rybnik. W Zwonowicach skręcamy w skrót. W taki sposób omijamy najbardziej zanieczyszczone smogiem centralne rejony Rybnika. o 20.10 jesteśmy na dzielni u Rybnickiego Terminatora. Kilka słów pożegnania i ruszamy każdy w swoją stronę. W domu jestem o 21.05. 

Specjalne podsumowanie tego co zjadłem podczas całego wyjazdu na życzenie gustav'a ;) 
W domu: miska makaronu.
W trasie: 1,5L Coca-Coli, 1L Tybmarku, 1,2L herbaty, 2 batony, 2 kromki chleba z nutellą, 2 pączki, 2 kołaczyki, 1 paczka wafli ryżowych, obiad (zupa, kotlet+ziemniaki+surówki).

Temperatura oscylowała w okolicy -2 do 5 stopni.

Wyjazd bardzo udany. Dzięki gustav i do następnego ;)

Runda po okolicy

Czwartek, 11 lutego 2016
Km: 100.00 Czas: 03:31 km/h: 28.44
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C
Podjazdy: m Sprzęt: Accent Aktywność: Jazda na rowerze


Rano po śniadaniu, zacząłem rozmyślać co by tu dziś robić. Z racji tego, iż nic ciekawego nie wymyśliłem postanowiłem wybrać się na małą rundkę po okolicy. Pogoda wyglądała zachęcająco, dlatego długo nie musiałem się zastanawiać. Niebo było zachmurzone, lecz miejscami prześwitywało słońce. Ubrałem zestaw na deszcz, gdyż w każdej chwili mogło zacząć padać. I tak o 11.00 ruszam na trasę. Jednym czynnikiem utrudniającym jazdę był wiatr południowo-zachodni. Początkowo plan miałem taki aby pokonać jedno okrążenie Maratonu Sokoła,  w odwrotnym kierunku. Udało mi się ten plan zrealizować aż do granicy Turzy Śl. i Mszany. Tam natrafiłem na traktor, za którym postanowiłem jechać aż do Zabełkowa. Dawał on idealne schronienie przed wiatrem. Z Zabełkowa skierowałem się na Krzyżanowice. Po drodze kilka fotek.
 

Z Krzyżanowic ruszyłem w kierunku Wodzisławia. Potem przez Pszów, Rydułtowy i Radlin z powrotem wróciłem do Wodzisławia Śl. Najgorsze warunki panowały w Rydułtowach. Lekko padał deszcz. Od Radlina deszcz ustał. Pokręciłem się trochę po Wodzisławiu aby narobić kilometrów. Do domu wróciłem przez Turzę. 100km wybiło idealnie przy wjeździe do bramy.

Pierwszy wpis na blogu - Kraków i osławione Jaworzno

Sobota, 6 lutego 2016 Uczestnicy
Km: 286.50 Czas: 10:51 km/h: 26.41
Pr. maks.: 53.20 Temperatura: °C
Podjazdy: m Sprzęt: Accent Aktywność: Jazda na rowerze


Witam serdecznie wszystkich bikestats'owiczów :) 

Czas na pierwszy wpis na blogu. Po obietnicy złożonej gustav'owi i funio'wi nie miałem wyjścia i musiałem dokonać owego wpisu. Za wszelkie błędy i niedociągnięcia z góry przepraszam. Tyle na wstępie, teraz czas wrócić do wyjazdu.

Spać poszedłem o 4.00 nad ranem, gdyż o 3.45 wróciłem z imprezy. O 7.00 pobudka, szybkie śniadanie (makaron), pakowanie, założenie kilku warstw ubrań i można ruszać w drogę. Jest godzina 7.50. Miejsce spotkania z gustav'em to rondo na drodze w kierunku Pszczyny w Żorach. Tempo spokojne ok. 27-28km/h. Jedzie się fajnie, temperatura na plusie. O 7.40 jestem w Żorach. Robię szybkie zakupy w Stonce (2x wafle ryżowe) i ruszam w kierunku ronda. Tam czeka na mnie rybnicki Terminator. Jak się można było spodziewać, jest nas tylko dwóch. O 9.10 ruszamy w kierunku Krakowa. Wiatr lekko w plecy, jedziemy ze zmianami co 3-4km. Po drodze wyprzedzamy dziadka, z którym mam krótką rozmowę. Jest że Szczecina, lecz za sprawą córki przyjechał na Śląsk. Jest po dwóch zawałach :) Dalej trasa przebiega spokojnie, po drodze mamy jeden siku-stop. Wtedy gustav'a mówi, że dołączy do nas funio. Kilka kilometrów później jedziemy już w trzech. Na 100 km pierwsze zakupy w Stonce w Alwerni (kołoczyk, cola). Ruszamy na Kraków. Pogoda robi się coraz lepsza, jest coraz cieplej, jednak słońce dalej skryte za chmurami. W końcu docieramy na rynek w stolicy Małopolski. Jak zwykle tłumy ludzi. Słychać wszystkie języki świata poza polski. 


Kościół Mariacki

Po wizycie na rynku jedziemy odwiedzić smoka wawelskiego. Tam też gustav robi świetne zdjęcie, które można znaleźć w jego wpisie.

http://gustav.bikestats.pl/1425467,I-zas-po-okolic...

Następnie odwiedzamy punkt widokowy, z którego świetnie widać cały Wawel.  


Podejmujemy decyzję, że jedziemy odprowadzić funia do Jaworzna. Jedziemy trasą zaproponowaną przez niego. Zaliczamy lotnisko w Balicach i 2 bardzo fajne podjazdy. Droga rewelacyjna, bardzo mały ruch, świetne widoki. Kilometry lecą bardzo szybko. W Jaworznie jesteśmy przed 18.00. Funio odprowadza nas do centrum, tam się żegnamy i rozjeżdżamy każdy w swoim kierunku. W tym miejscu można znaleźć wpis obywatela Jaworzna: 

http://funio.bikestats.pl/1425405,Krakow.html

Potem kierujemy się na Katowice. Tam szybka wizyta w Lidlu. Następnie lecimy wiślanką w kierunku Mikołowa a następnie do Żor. Tam się rozdzielamy i jedziemy każdy w swoim kierunku. Początkowo miałem plan aby dokręcać do 300 km. Niestety, coraz niższa temperatura zniechęciła mnie do tego, tym bardziej , iż do celu  brakowało mi prawie 20 km. W domu jestem przed 22.00. Wyjazd bardzo udany. Super ekipa. Na pewno jeszcze nie raz trzeba to powtórzyć.  

Dziękuje za przeczytanie mojego pierwszego wpisu :) Wszelkie uwagi proszę składać w komentarzach. Teraz postaram się już regularnie dodawać wpisy z moich wyjazdów. A w najbliższym czasie, postaram się również dodać relację z mojej zeszłorocznej wakacyjnej wyprawy. Więcej szczegółów wkrótce ;) 


MY LADIES

The Special One 23691 km
MTB 282 km
Złomek (Mater)
Accent 2455 km
Kellys 3805 km


Z ARCHIWUM X

Flag Counter